środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 1. Nice, but hard to say.

Ellie  

   Nacisnąć, czy nie nacisnąć? - myślałam. W mojej głowie toczyła się wewnętrzna walka rozsądku z instynktem. A może z głupotą. Powinnam nacisnąć. Wzięłam głęboki, uspokajający oddech i postanowiłam: Nacisnę na "trzy". Raz, dwa, trzy!
Moja ręka drgnęła, ale i tak nie nacisnęłam guzika przywołującego windę. Stałam na wprost metalowych, rozsuwanych drzwi i jedyne, na co było mnie stać, to gapienie się na moje niewyraźne odbicie w lśniącej powierzchni i marszczenie brwi. W nerwowym odruchu poprawiłam bluzę na ramionach i podwinęłam rękawy, które nieco się osunęły po moich przedramionach od ostatniej poprawki.
Objęłam się lewą ręką w pasie, a kciuk prawej włożyłam do ust i zaczęłam lekko przygryzać.
Dlaczego się na to zgodziłam? - marudziłam. Miałam na myśli, czemu zgodziłam się zamieszkać w penthouse'ie trzydziestopiętrowego nowojorskiego wierzowca? Gdybym stanowczo protestowała to nie musiałabym wyjeżdżać z Polski. Mogłabym zostać w domu z siostrą, jej mężem i ich bliźniakami, a tak zostałam zmuszona do mieszkania w pojedynkę z rodzicami. Już nie mam jej wsparcia. Nie znoszę ich. Totalnie się mną nie przyjmują, zostawiają samej sobie, a potem narzekają, że nie jestem ich idealną córką.
   Spojrzałam na zamknięte czarne drzwi po lewej. Za nimi kryło się rozległe mieszkanie z tarasem na dachu. Mój nowy dom. Nie bądź głupia.- skarciłam samą siebie. - Nikogo tam nie ma. A nawet gdyby był, to by z tobą nie zjechał na dół.
Jeszcze raz pomyślałam nad zejściem schodami: Trzydzieści pięter. Moje chore nogi tego nie zniosą. Nie dwa razy dziennie. Co najmniej. Muszę zjechać windą. 
Zmusiłam się do przyłożenia palca do guzika. Cała się trzęsłam od środka, a dłoń drżała.
- To wołasz tę windę, czy nie? - odezwał się głos po mojej prawej. Powoli, jakby w zwolnionym tempie, odwróciłam się w jego stronę. Chłopak, który stał obok był moim sąsiadem. Zazwyczaj na ostatnim piętrze jest tylko jedno mieszkanie, ale ten budynek był tak rozległy, że na ostatnim piętrze znajdowały się dwa ogromne mieszkania - moje i jego.
W pethouse'ach zazwyczaj mieszkają ci najbogatsi z bogatych, dlatego nie powinna mnie dziwić tożsamość mojego nowego sąsiada. A jednak zdziwiła, gdyż wciąż nie mogłam myśleć o sobie jako o obrzydliwie bogatej, dlatego też nie sądziłam, że takiego zwykłego człowieczka jak ja może spotkać coś takiego.
Naprzeciw mnie brązowymi oczami wpatrywał się we mnie i słodko marszczył brwi Justin Bieber.
- Em... - zająknęłam się. Spojrzałam na guzik, na niego, przełknęłam ślinę i nacisnęłam, zamykając oczy. Usłyszałam piknięcie i cichy szum tłoków we wnętrzu maszyny, otworzyłam oczy i ujrzałam pod sufitem migającą na czerwono strzałkę skierowaną ku górze. Nadjeżdża. - skomentowałam w myślach. W moim brzuchu zawiązał się lekki supeł, ale i tak czułam ogromną ulgę, że nie muszę jechać sama. Mimo to, gdy winda była już blisko naszego piętra moje serce przyspieszyło.
Chociaż po części była to wina mojego nowego sąsiada. Patrzył na mnie intensywnie.
   Metalowe drzwi rozsunęły się prawie bezgłośnie. Chłopak wszedł do wnętrza kabiny i chciał nacisnąć "0", gdy zwrócił się ku mnie:
- Wsiadasz? - uniósł brwi. Był chyba lekko zdezorientowany.
Ja natomiast moje brwi zmarszczyłam, zacisnęłam pięści na myśl o tym, że na zewnątrz jest burza. Wewnątrz budynku było cicho i spokojnie, ale na dworzu z pewnością szalał wiatr. Po chwili wachania weszłam do środka.
Strach nieco zmalał, gdy zaczęliśmy jechać w dół, bo skupiłam się na chłopcu w czerwonej bluzie. Pomyślałam sobie, że z bliska jest o wiele przystojniejszy niż na zdjeciach.
Nie jestem jego fanką, ale nie zaprzęczę, że jest piękny oraz niesamowicie seksowny. Spojrzał na mnie.
- Boisz sie wind? - zapytał. Marszczył czoło, chyba nie był pewien mojego dziwnego zachowania i próbował znaleźć temu uzasadnienie.
Kiwnęłam głową na potwierdzenie.
- Ludzi też się boisz? - zaśmiał się lekko.
- Co? - zdziwiłam się.
-Jeszcze nic nie powiedziałaś. A zadałem ci trzy pytania. - wytłumaczył. Chciałam przyjąć to skinieniem głowy, ale znowu wyszłoby na to, że nie odpowiadam.
- Tak, boję się wind. - Szczerze to nie miałam najmniejszej ochoty na rozmowy, ani zdobywanie nowych przyjaźni. Odkąd tu przyjechałam męczył mnie jet-lag i miałam zły humor. Powinnam to raczej nazwać wrogim nastawieniem do całego świata. Do przystojniaka przede mną może nieco mniej wrogim niż do reszty, ale wciąż nie byłam mu przyjazna. Nie miałam powodu by być w przyjaznym nastroju i zawierać nowe znajomości. Był to pierwszy dzień w mojej nowej szkole, musiałam zjechać przez całą wysokość wielkiego apartamentowca windą, której się panicznie bałam, rodzice zostawili mnie w nowym miejscu samą, wychodząc wcześnie do pracy, do wieczora także będę sama, bo wrócą po dziesiątej - jak zwykle. Czułam się beznadziejnie. Chciałam wrócić do domu. Przyjeżdżając tu na rozkaz rodziców postanowiłam z nikim się nie zaznajamiać. Był maj, a ja planowałam wrócić na wrzesień do Polski, więc nie miałam powodów do poznawania kogolowiek czy też starania się w szkole. Nie szukałam niczyjej akceptacji, toteż puściłam mimo uszu dobrą radę mamy i nie założyłam markowych ciuchów jakie nosi się w szkołach dla bogaczy. Założyłam pół dresy - pół leginsy i czarną bluzę z kapturem. Na nogi założyłam trampki, oczywiście najtańsze, nie conversy, a przecież szłam właśnie do szkoły dla "lepszych". To był mój wyraz buntu - tanie, męskie ciuchy, brak makijażu, nieuczesane włosy, ignorowanie innych i buńczuczna postawa.
- Nie musisz się bać, to porządne urządzenie, nic się nie stanie. - uśmiechnął się do mnie, żeby mnie zmotywować. Przynajmniej sądzę, że taki miał cel. Niestety nie zadziałałoby to nawet wtedy, gdyby winda się nie zatrzymała, a światła nie zgasły. A tak się właśnie stało. Po chwili żarówki mignęły i włączyły się awaryjne halogeny.
- Kurwa! - zaklął. - Co jest?!
- Tego się właśnie bałam. - złapałam się za głowę i usiadłam na podłodze po turecku.
Justin zaczął uderzać pięścią w drzwi i krzyczeć "hej". Zawsze bałam sie utknąć między piętrami, albo spaść na dół. Wiedziałam, że w takich sytuacjach trzeba zachować spokój i czekać na pomoc. Bałam się, owszem, ale nie panikowałam tak jak on. Przed chwilą zapewniał mnie, że jest bezpiecznie, teraz desperacko wołał pomocy. Nie mogę go winić, gdyż sytuacja zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. Niebieskawe światło nadawało wnętrzu windy ponurego klimatu. Uderzenia jego pięści roznosiły się w szybie. Mogła być to moja wyobraźnia, ale wydawało mi się, że gdy uderza, cała winda się trzęsie. Bałam się, że metalowe sznury się urwą i spadniemy. Byłam już chyba na skraju paniki.
- Uspokój się. - powiedziałam cicho, lekko drżącym głosem. Nie usłyszał. Albo mnie olał. Nieistotne, ważne jest tylko to, że się nie uspokoił. Moje serce przyspieszyło, a źrenice rozszerzyły się w przypływie adrenaliny. Wiedziałam, że skoro ten "opanowy" stracił zimną krew, to teraz ja muszę zadbać o spokój, który zapewni nam bezpieczeństwo. - Proszę, usiądź i się opanuj. - powiedziałam głośniej i bardziej stanowczo niż poprzednim razem. Znów nie zareagował.
Olewa mnie celowo.- pomyślałam.
- Hej! Przestań! - warknęłam na niego i szarpnęłam go za bluzę, ciągnąc na podłogę. Zachwiał się, ale nie upadł. Zamiast tego spojrzał na mnie zdezorientowany. - To pewnie bezpieczniki albo coś. Gdzieś walnął piorun i poszło zasilanie. Zaraz znowu ruszymy. Musimy to po prostu spokojnie przeczekać. - kiwnął głową, że zrozumiał choć na jego twarz było widać, że jest wzburzony.
- Czy ty się nie bałaś wind? - spytał podejrzliwie.
- Nadal się boję. Po prostu staram się zachować zdrowy rozsądek. - urwałam, ale po chwili dodałam. - Kiedy jadę z kimś to nie jest źle. Gorzej gdy mam jechać sama. Wtedy ogarnia mnie panika.
- Teraz to ja spanikowałem. - opuścił głowę i uśmiechnął się pod nosem. - Ale mi wstyd. - pokręcił głową z niedowierzaniem.
- To naturalne. - wzruszyłam ramionami. Podniósł na mnie wzrok i miałam wrażenie, że wpatruje się w moje oczy. Wyciągnął dłoń w moją stronę.
- Justin Bieber. - chciałam odpowiedzieć "wiem, nie jestem idiotką", ale zamiast tego uścisnęłam jego wyciągniętą rękę i odpowiedziałam:
- Ellie.
- Jeśli można... skoro tak bardzo bałaś się jechać sama dlaczego nie użyłaś schodów? - ponownie próbował nawiązać rozmowę. Spojrzałam na niego, zirytowana już trochę jego pytaniami.
- Jest ich za dużo. - odpowiedziałam prosto.
Zachichotał.
- Gdybym to ja się czegoś panicznie bał to lenistwo by mnie nie powstrzymało przed ominięciem tego. - uśmiechnął się zaczepnie.
-To nie lenistwo. - chciałam pominąć fragment o tym, że mam chore kolana. - Wiem, że muszę zwlaczyć ten strach. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Hmm... - mruknął. Po chwili ciszy dodał: - Pomogę ci.
- Co? - byłam zdezorientowana.
- Pomogę ci zwalczyć twój strach. Dopóki nie zaprzyjaźnisz się z tą windą - wskazał gestem na malutkie pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy - będę z tobą co rano zjeżdżał na dół. - uśmiechnął się w taki cudowny sposób.
- Nie musisz - oponowałam. - Na pewno nie masz na to czasu, dam sobie radę.
- Rano nie mam za wiele do roboty. Zresztą mieszkając samotnie brakuje mi odrobiny dobrego towarzystwa. - puścił mi oczko i uśmiechnął się figlarnie. Zastanawia mnie czemu zachowywał się wobec mnie w ten sposób. Byłam ubrana w dres, nie wyglądałam atrakcyjnie, ani w ogóle nie dałam mu żadnego powodu by tak się zachowywać! Pewnie tylko chciał poprawić mi humor, bo dostrzegł zaczerwienienie pod oczami.
- O-okej. - powiedziałam nieśmiało i mimowolnie zarumieniłam się. Czemu on jest taki... boski?
- Masz dziwny akcent. - skomentował.
- Nie jestem stąd. Pochodzę z Polski.
- Dawno przyjechałaś do Stanów? - ciągnął rozmowę. Wpatrywał się we mnie i analizował każdy mój gest.
- Dwa dni temu.
Chwilę milczał, po czym znowu zaczął pytać. Już przestało mnie to irytować. Jakbym się nie starała nie umiem do końca odciąć się od ludzi. Z natury zawsze była towarzyska i dookoła miałam pełno przyjaciół.
- Nie znam się, ale nie wydaje mi się, żeby Ellie było polskim imieniem.
- Bo nie jest. - odparłam ze wzruszeniem ramion. - Takie imię przyjęłam tutaj, żeby ludziom było łatwiej. Naprawdę mam na imię Elwira.- spojrzałam się mu prosto w oczy i przyjrzałam jego twarzy, ciekawa jego reakcji na moje prawdzie imię.
Powtórzył je cicho.
- Ładnie, ale ciężko je wymówić. - uśmiechnął się zalotnie.
- Dlatego tutaj jest Ellie. - odpowiedziałam uśmiechem.
- Nie. Nie chcę cię tak nazywać. To jest fałszywe imię. Masz jakieś przezwisko? - zapytał. W tym momecie winda ruszyła w dół i zapaliło się właściwe oświetlenie.
- W Polsce przyjaciele wołali na mnie Elvis. - wstał i uniósł brwi.
Wyciągnął dłoń w moją stronę, aby pomóc mi wstać.
- Presley? - zaśmiał się serdecznie jednocześnie pytając, czy chcę przyjąć jego pomocną dłoń. Przyjełam gest i chwyciłam ciepłą, silną dłoń, która uniosła mnie do góry.
- Zwyczajnie Elvis, Bieber. - powiedziałam zadziornie. Niby przykry incydent, a poprawił mi humor. Gdzieś we mnie zakiełkowało przeświadczenie, że może jednak nie będzie tutaj tak źle.
Drzwi rozsunęły się i do windy weszła dostojna kobieta po pięćdziesiątce w dziwnym futrze. Spojrzeliśmy na nie porozumiewawczo i uśmiechnęliśmy się do siebie. Rozdzieliliśmy się w lobby.
- Jutro o tej samej godzinie przed windą, Presley - powiedział na dowidzenia Justin tonem nie znającym sprzeciwu. Nawet nie próbowałam się wykłócać. Bardzo nie chciałam jeździć sama. Bardzo chciałam jeździć z nim.
- Nie mów tak do mnie, Bieber. - rzuciłam mu łobuzerski uśmiech i zniknęłam mu z oczu.

5 komentarzy:

  1. Och kurczę, to było takie asdfghjkl ! Byłam taka podekscytowana, gdy to czytałam, że szok :D Cudeńko i pisz szybko next ! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebi**te :D
    Czekam na dalszy rozwój wydarzeń !!!
    NEXT!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej! Świetne to! / @Umm_Nothing

    OdpowiedzUsuń
  4. Super ! czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  5. Hi xx Nominuje cie do Liebster Awards :)
    http://my-story-with-l-h.blogspot.com/2014/06/liebster-awards.html

    OdpowiedzUsuń