niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 6. Ice, splash and the blush.

Ellie


   Popołudniowe lekcje nie różniły się niczym, względem tych porannych. Powoli zaczynałam żałować, że nie skorzystałam z przerwy na lunch.
   Ostatnią dzisiejszą lekcją była biologia, więc teoretycznie nie powinnam się nudzić, gdyż interesuję się tym przedmiotem i zamierzam studiować medycynę. W praktyce nauczyciel był najnudniejszym człowiekiem na świecie. Serio, powinni zapisać go do księgi rekordów Guinnesa. Monotonia z jaką mówił, uśpiłaby nawet cierpiących na bezsenność. Nawet jego pociąganie nosem było monotonne i regularne!
   Oszalałabym, gdyby nie przytłaczająca ilość plakatów dydaktycznych, które mogłam czytać.
   Już dawno nie cieszyłam się z takiego drobiazgu jak irytujący dźwięk dzwonka. Z ulgą wstałam z krzesła i z poczuciem dobrze wypełnionego, uczniowskiego obowiązku wynudzenia się na lekcji, opuściłam szkołę.
   Idąc przez szkolny dziedziniec czułam na sobie spojrzenia chłopaków ze starszych roczników, oczami wyobraźni widziałam jak przejeżdżają wzrokiem po moim ciele, wytężając słuch słyszałam skrawki ich rozmów na mój temat i czułam z tego powodu swego rodzaju dumę. Nie wiedzieć czemu, moje myśli pofrunęły w stronę faceta z naprzeciwka i przyłapałam się na tym, że chciałam by i on patrzył na mnie w ten sposób. Kiedy zdałam sobie sprawę o czym rozmyślam, moje policzki zaróżowiły się, a kąciki ust uniosły w niekontrolowanym, wstydliwym uśmiechu.
   Pokręciłam głową, by odegnać niechciane myśli. Justin Bieber z pewnością nie raz widział cudowne modelki z wyższej półki, milion razy ładniejsze ode mnie. Ba! Na pewno z takimi pracował przy sesjach zdjęciowych i teledyskach, więc nie ma szans, by zwrócił uwagę na kogoś mojego pokroju. Ciekawe czy miał z jakąś romans? Mój Boże, przestań o nim myśleć!
   Od wczoraj rana w mojej głowie był tylko: Justin, Justin i Justin! Nigdy się nim nie interesowałam, a od wczoraj przejrzałam jego profil na facebook'u, zaczęłam obserwować na twitterze i przeczytałam dział Wikipedii na jego temat. Zaczynam zachowywać się jak jakaś psycho - fanka! Ach, nie, one się nazywają Beliebers. Chryste, Ellie, przestań!
   Nigdy nie pochwalałam metod wychowaczych takich jak szlabany, areszty domowe i inne takie, ale tym razem sama dałam sobie szlaban. Szlaban na Biebera. Koniec z przeglądaniem jego zdjęć, koniec z myśleniem o tym co mu się spodoba, a co nie, i koniec z rozmyślaniem o nim!
   Gdzieś tam w środku wiedziałam, że nie wytrzymam w żadnym z tych postanowień, ale mimo to moja determinacja nie gasła przez całą podróż taksówką. Nie ugięłam się przed Justino - myślami nawet jadąc windą, i mogę za to dziękować do cna łysiuteńkiemu biznesmenowi, który wysiadał tylko piętro niżej niż ja. Mimo to, i tak, wysiadłam razem z nim i pokonałam ostatnie piętro piechotą.
   Moja silna wola zgasła dopiero wtedy, gdy drzwi mojego mieszkania otworzyły się z hukiem, w momencie kiedy byłam w połowie przyrządzania sosu do tagliatelle. Usłyszałam tylko, od niedawna znajomy, głos mówiący " Co na obiad?", a moje serce zabiło trzy razy szybciej.


Justin




  Wchodząc do jej mieszkania pierwszym, na co zwróciłem uwagę, był jej strój. Kusą spódniczkę, którą założyła rano do szkoły, zamieniła na czerwone koszykarskie, na mój gust męskie, spodenki, a białą bluzeczkę ze sporym dekoltem przebrała na czarny, za duży t-shirt. Krótkie, czekoladowe włosy, które rano cudownie falowały dookoła jej twarzy, teraz związała w ciasnego kitka.
   Lekko mówiąc poczułem się zawiedziony.
   Na szczęście zapachy napływające od strony kuchni szybko podniosły mnie na duchu.
   - Yo, Presley. - przywitałem się podchodząc bliżej do panelu grzewczego, na którym stał garnek z wrzącą wodą i długim makaronem oraz głęboka patelnia z jasnym sosem, przy którym operowała dziewczyna.
   - Siema, Bieber. - odpowiedziała udawanym slangiem. - Nie wiedziałam, że ktoś cię zapraszał na obiad.
   Tu mnie miała, bo w końcu nikt mnie nie zapraszał. Postawiłem więc na sprawdzoną metodę, czyli zrobiłem minę słodkiego szczeniaczka. Dobrze wiem, że żadna dziewczyna i część facetów nie oprze się moim brązowym oczom.
   - Przepraszam, że ci się narzucam, ale moja gosposia prosiła mnie, bym dał jej wolne. Bardzo chciała odwiedzić mamę, więc zostałem teraz sam. - oczywiście skłamałem, ale tylko w połowie. Lauren rzeczywiście ma urlop, ale tylko dlatego, że zmusiłem ją, by zostawiła mnie na trochę samego. Nie chciała słuchać, gdy mówiłem jej, że jestem już dorosły i dam sobie radę sam, a poza tym pora, bym nauczył się gotować. Dopiero tęsknota za domem ją przekonała. Nie powiem, że mi jej nie brakuje, bo była dla mnie jak własna babcia, ale cel uświęca środki.
   Ellie przygryzła seksownie wargę zastanawiając się, czy pozwolić mi zostać. Wiedziałem, że się zgodzi, widziałem to w jej oczach, gdy tylko przekroczyłem próg jej domu.
   - No dobra, możesz zostać. - westchnęła przewracając oczami. Mimo to, przeczuwałem, że cieszy się z tego, iż nie musi jeść sama. Nikt nie lubi samotności.
Stanąłem po drugiej stronie aneksu, tak, by stać twarzą w twarz z dziewczyną.
   - W takim razie, co na obiad? - powtórzyłem pytanie, zacierając ręce.
   - Tagliatlle w sosie śmietanowo - serowym z pieczarkami i szpinakiem. - uniosłem brwi. Nazwa brzmiała jak z jakiejś włoskiej restauracji, a zapach był, conajmniej, czterogwiazdkowy.
   - Okej. - powiedziałem niepewnie. Nie miałem pojęcia, co to za danie, grunt, że wygląda i pachnie smacznie. - Może jakoś pomogę? Naleję soku albo coś w tym guście? - zaproponowałem. Dziewczyny lubią słodkich i troskliwych.
   - Nie ma potrzeby, jesteś gościem. - odparła zbijając mnie z tropu. Jaka dziewczyna nie lubi facetów pomocnych w kuchni?!
   - No coś ty! Jesteś dziewczyną, a ja dżentelmenem, wypada, żebym pomógł. - oponowałem. Zamiast wdzięczności zostałem obdarzony ciężkim spojrzeniem.
   - Słyszałeś kiedykolwiek o polskiej gościnności.? - spytała.
   - Nie.
   - To teraz poznasz ją na własnej skórze. Jesteś gościem, czyli według zasad polskiej gościnności, siadasz na dupie i nic nie robisz. Korzystaj póki możesz, Bieber. - usłuchałem jej rady i opadłem ciężko na barowy stołek obok, tak by wciąż być na wprost niej.
   Czekając, aż sos nabierze odpowiedniej konsystencji rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Ellie rozstawiła na stole talerze, sztućce i szklanki oraz nalała nam sok z czarnej porzeczki.
   Nagle zrobiło mi się gorąco. Nazywam siebie mężczyzną, więc jakim cudem wcześniej tego nie zauważyłem? Czarny materiał jej koszulki delikatnie opadał na jej mostek, a potem dalej po krągłościach jej piersi. Cienka bawełna idealnie ukazywała brak stanika.
   No w końcu kto jej zabroni, jest przecież u siebie, ale, halo, jestem facetem! Trzymanie mnie tak blisko dziewczyny bez bielizny, nie jest zbyt rozsądne.
   A może ona to robi specjalnie? - złudne nadzieje. Skąd miałaby wiedzieć, że przyjdę?
   Tak czy siak, nie mogłem narzekać na widoki, a już szczególnie wtedy, gdy schyliła się, by posmakować sosu. Nie mogłem się oprzeć - jak mały dzieciak wychylałem się na krześle, by tylko spojrzeć za dekolt.
   - Gotowe. - oznajmiła. Momentalnie usiadłem prosto, udając, że nie zaglądałem jej za bluzkę.
Jedzenie okazało się przepyszne. Przez cały czas trwania posiłku nie mówiliśmy wiele, zbyt zajęci pochłanianiem makaronu. W ciszy cała moja uwaga skupiała się na talerzu przede mną i na jej biuście. Nie chcąc wciąż gapić się na nią, zacząłem rozglądać się po salonie, który był połączony z jadalnią.
   Moją uwagę przykuł szereg pięciu czarno-białych zdjęć dużego formatu, który wisiał na ścianie za plecami Ellie. Wszystkie zdjęcia były wykonane z profilu. Pierwsze z nich przedstawiało niemowlę zwinięte na boku  w pozycji embrionalnej. Na drugim zdjęciu widniał berbeć, może roczny, również zwinięty w kłębek, ale już nie tak ciasny jak na pierwszej fotografii. Na kolejnych zdjęciach człowiek ze zdjęcia stawał się coraz starszy i był coraz bardziej wyprostowany. Na trzecim ujęciu po długich włosach związanych w kok, można było poznać, że postać ze zdjeć jest dziewczynką. Na piątym była już dojrzałą dziewczyną niemal wyprostowaną. Na wszystkich zdjęciach pozostawała niezmiennie naga.
   - Ciekawe zdjęcia. - pochwaliłem między kęsami. Presley odwróciła się za siebie i podążyła za mną wzrokiem.
   - Ach, o tym mówisz. - westchnęła. - Dzięki, to prace mojej mamy. Nazywa je swoim największym dziełem i nie może doczekać się końcowego rezultatu. Ja tam nie wiem czy są takie świetne, ale wszyscy je chwalą.
   - Twoja mama jest fotografem? - spytałem, chociaż odpowiedź była oczywista.
   - Tak, a tata jest psycho-terapeutą. - spoglądałem jeszcze chwilę na obrazy.
   - Mówiłaś, że twoja mama nie może sie doczekać końcowego rezultatu. Wyglądają na skończone.
   - Brakuje jeszcze dwóch zdjęć. Dorosłej, wyprostowanej kobiety i kobiety w zaawansowanej ciąży. Możliwe też, że mama dorobi ósme zdjęcie, kobiety stojącej na wprost mężczyzny, lub, że tak będzie wyglądać szóste zdjęcie. Wciąż zmienia koncepcje.
   - Nie może po prostu pstryknąć kilku zdjęć i potem ich poprzystawiać do siebie i ocenić, które wygląda najlepiej? Po co czeka? - dobrze, że mężczyźni są prości, przynajmniej wpadamy na proste rozwiązania.
  - Nie zauważyłeś, że na wszystkich zdjęciach jest ta sama osoba? - zapytała, a na jej twarzy malowało się autentyczne zdziwienie. Pomachałem przecząco głową, wstałem od stołu i podszedłem do zdjęć.
   Rzeczywiście, na wszystkich zdjęciach była ta sama osoba. Znałem ten profil i te doskonałe nogi. Na wszystkich zdjęciach, była Presley.
   - Chryste, to ty! - zachłysnąłem się powietrzem. Ellie odpowiedziała śmiechem.
   - Tak, to ja.
   - Nie wstydzisz się, że twoje nagie zdjęcia są tak po prostu w twoim salonie i każdy kto tu wchodzi, może je sobie zobaczyć? - mogłem zobaczyć jej smukły kark, prawą pierś i pośladek, nic poza tym, ale mimo wszystko czułem jak przyśpiesza mi puls, policzki robią się czerwone i byłem na krawędzi samokontroli.
   - To tylko profil, poza tym wiele modelek pozuje do aktów, na których, tak naprawdę, nic nie widać. - skwitowała to wzruszeniem ramion.
   - Powiedziałaś modelek? Jesteś modelką? - z ulgą zmieniłem temat.
   - Od czasu do czasu, ale póki co skupiam się bardziej na szkole, nie mam ochoty zajmować się tym na stałe. Pracuję głównie dla mojej mamy.
   - Czekaj, czekaj, ile ty właściwie masz lat? - nagle zaczęły mnie nachodzić wątpliwości, a emocje zaczęły opadać.
   - Szesnaście, Bieber. - o w mordę! Ślinisz się za dzieciakiem!
   Jej oczy podążały za mną, gdy wracałem do stołu i bacznie śledziły każdy mój ruch, gdy jadłem. Nie mogę uwierzyć, że ona ma tylko szesnaście lat, wygląda tak dojrzale. Gdy się uśmiecha, rzeczywiście, można by pomyśleć, że jest nastolatką, ale kiedy patrzy gdzieś w przestrzeń ma taki ponury wyraz twarzy. Mimo to, wciąż wygląda oszałamiająco pięknie.
   Nie wiem co mam myśleć o tej dziewczynie, chciałbym ją poznać, i to bardzo. Ale daje mi powody, bym tego nie robił.
   Najpierw ubiera się jak ćpun z Bronxu, potem zakłada ciuchy od Valentino. Mówi, że jest modelką, a zaraz potem dodaje, że ma szesnaście lat. Wczoraj była złamana i zapłakana, dziś jest radosna i pełna sił. I jeszcze ta heroina w jej rzeczach. Kurwa mać, co powinienem zrobić? - pomyślałem. Obawiałem się, że będzie kolejną dziewczyną, która chce wykorzystać mój status, wypromować się, zdobyć sławę - cokolwiek. Po prostu bałem się zostać oszukany jak pierwszy lepszy frajer. Bałem się znów uwierzyć w miłość.
   - Justin... - wyrwała mnie z zamyślenia. Przestałem gapić się w pusty talerz jak umysłowo chory i zwróciłem wzrok ku niej. Przygryzała wargę i marszczyła brwi, wyglądała pięknie, ale smutno. Jej głos również brzmiał inaczej, był niższy, bardziej ochrypły, głębszy. - Myślałam, że jesteś dupkiem.
   Odpowiedziałem uniesieniem brwi. Spodziewałem się wszystkiego - wyjawienia swojej przeszłości, prośby o pozmywanie, o wyjście i zostawienie jej samej, kiepskiego żartu - tylko nie tego. Co, kurwa?
   - Sądziłam, że dobrze śpiewasz i jesteś przystojny, cholernie przystojny, ale wciąż jesteś dupkiem. A tu proszę, totalnie miły gość, troskliwy, z poczuciem humoru. Jak dobrze, że się myliłam. - posłała mi uśmiech. Nie ten zalotny, ani nie ten chytry uśmieszek, który pojawiał się na jej twarzy, gdy tylko sobie ze mnie kpiła - zwykły, szczery uśmiech.
   Zachichotałem.
   - Nie jestem takim miłym gościem jak ci się zdaje, Presley. Mam swoje za uszami. - nie mam zamiaru jej straszyć, ale nie chcę, by uważała mnie za kogoś, kim nie jestem. Mogłaby się rozczarować.
   Jej zwyczajowy uśmiech towarzyszący docinkom powrócił.
   - Świetnie, Bieber, bo ja również. - ta dziewczyna nie przestaje mnie intrygować! Nie wiem czy robi to specjalnie, czy też nie zdaje sobie z tego sprawy, ale te jej gierki i sarkastyczne zagrywki, przygryzanie wargi i wyzywający, otwarty sposób bycia przyciagają mnie do niej i kuszą. Patrząc na nią, rozpartą na krześle i ze śmiejącymi się oczami, nie mogłem się oprzeć i musiałem oblizać wargi.
   Zachichotała widząc to.
   - Czyżbyś był głodny, Justy? - zażartowała. Jęknąłem słysząc przezwisko, jakie nadał mi Sean wieki temu. Właściwie to podłapał je od mojej mamy.
   - Nie mów tak do mnie. - oczywiście nic sobie nie zrobiła z mojego ostrzeżenia.
   - Niby jak mam do ciebie nie mówić, Justy? - zmarszczyła brwi w udawanej konsternacji. Ten widok był tak totalnie uroczy, że nie mogłem powstrzymać chichotu. Wkrótce i ona się śmiała.
   - No dalej, Justy, powiedz mi jak mam do ciebie nie mówić. - prowokowała mnie. Znów przygryzła wargę.
   Wstałem od stołu i zbliżyłem się do niej.
   -  Nazwij mnie tak jeszcze raz - mówiłem idąc w jej stronę. - a spotka cię przymusowy ALS Ice Bucket Challenge. - zagroziłem z uśmiechem na twarzy.
   - Awww, Justy, jesteś taki słodki, kiedy się tak wygłupiasz. - zgrywała się dalej.
   - Przesadziłaś! - stałem metr od niej więc bez problemu złapałem ją w pasie, gdy próbowała się przede mną odsunąć. Podniosłem ją i przerzuciłem sobie przez ramię niosąc w stronę łazienki.
   - Przepraszam, Justin, przepraszam! Nie, proszę, nie! Justin! Panie Bieber! Już będę grzeczna, obiecuję! Nie! - piszczała i wierzgała, ale nie na darmo tyle siedziałem na siłowni, by nie udźwignąć teraz lekkiej jak piórko modelki.
   - O tak, Presley, będziesz grzeczną dziewczynką. - powiedziałem. - Jak tylko spotka cię kara.
   Roześmiałem się z własnych słów, a dziewczyna wciąż błagała o litość, jednocześnie się śmiejąc. Próbowała łapać się ścian i futryn więc zacząłem nieść ją "na księżniczkę", by mieć pod kontrolą jej ręce, które chwytały się wszystkiego wokół. Byliśmy o krok od łazienki, gdy dziewczyna przestała się wyrywać i zrobiła minę smutnego szczeniaczka.
   - Już nie będę, Justin, będę cię nazywać jak tylko zechcesz. - próbowała.
   - Nie wątpie. - zaśmiałem się i wrzuciłem ją do wanny. Krzyknęła próbując się od razu podnieść, ale opadłem na nią uniemożliwiając jej to. Znów zaczęła wierzgać, próbując mnie z siebie zepchnąć i krzyczeć, błagając o litość, gdy sięgałem po dyszę prysznica i przekręciłem kurek. Z węża wytrysnęła lodowata woda prosto na jej głowę. Zaczęła piszczeć w tak zabawny sposób, że nie mogłem opanować śmiechu.
   Wyrwała mi słuchawkę prysznica i skierowała strumień wody na mnie. Poczułem lodowe szpilki wbijające się w moją twarz i klatkę piersiową.
   - Zamorduje cię, Bieber. -  rzekła złowróżbnym tonem z diabolicznym uśmiechem, po czym odchyliła mi koszulkę na plecach tak szybko, że nie miałem czasu na cokolwiek. Nim się zorientowałem zimna woda spływała mi po plecach, część wlała mi się do majtek. Nie pozostałem jej dłużny. Po chwili oboje byliśmy przemoczeni, zdyszani i bolały nas brzuchy od śmiechu, a cała łazienka była w wodzie.
   Kiedy dziewczyna ponownie wyrwała mi prysznic z rąk, rzuciłem się ponad nią i wyłączyłem go. Opadłem na nią ponownie, ciężko dysząc. Ona też była zasapana od śmiechu i krzyków. Spojrzałem na nią - uśmiechała się od ucha, cała przemoczona. Włosy wypadły jej z kitka i teraz oblepiały jej czoło, zarumienione policzki i szyję. Bluzka lepiła się do jej ciała ukazując jeszcze więcej niż uprzednio, przyspieszając tym samym bicie mojego serca. Z pewnością to poczuła, bo leżałem na niej, ale ja również czułem jak jej serce biło ze zdwojoną prędkością.
   Nagle zdałem sobie sprawę w jak niezręcznej sytuacji się znajdujemy - leżę na niej, pomiędzy jej nogami, nasze twarze dzieli jedynie kilka centymetrów - i, że wcale nie czujemy się niezręcznie. Odruchowo oblizała usta, a ja zrobiłem to samo, patrząc w jej czekoladowe tęczówki.
   Wszystkie moje wcześniejsze wątpliwości ulotniły się w mgnieniu oka, a absurdalność tej sytuacji w ogóle mi nie przeszkadzała. Lądowałem w łóżku z dziewczynami, które znałem krócej od niej.
    Szukałem w jej oczach strachu czy czegokolwiek, co kazałoby mi się powstrzymać. Bałem się, że ją przestraszę, że będzie tego później żałować. Nie znalazłem tam niczego.
   Zamiast tego uniosła dłoń i przeczesała nią moje włosy. Uznałem to za zachętę i pocałowałem ją.
   Nie odepchnęła mnie więc pogłębiłem pocałunek. Polizałem jej wargi językiem, czekając, aż da mi dostęp do swoich ust, ale ona zrozumiała, o co mi chodzi i od razu wpuściła mnie do środka. Już dawno z nikim nie całowałem się tak intensywnie. I chyba jeszcze nigdy żaden pocałunek nie był tak dobry.
   Masowała palcami skórę mojej głowy, od czego miałam przyjemne ciarki, totalnie zapomniałem o samokontroli, a ona musiała to poczuć, bo zaśmiała mi się w usta.
   Nie zachowywała się jak dziewica, za którą ją miałem. Nie była przestraszona, nie próbowała zwolnić i dobrze wiedziała, co ma robić. Bardzo możliwe, że zwyczajnie nie była dziewicą, za którą ją miałem.
   W tamtej chwili nie zmartwiło mnie to zbytnio, zamiast tego poczułem się pewniej i złapałem ją za pierś, której widok kusił mnie już całe popołudnie.
   Stęknęła cicho i jedną ręką zjechała z moich włosów po szyi i plecach, aż do brzucha. Poruszyłem się na niej i poczułem jak jej biodra odpowiadają na mój ruch. Wiedziałem do czego to doprowadzi.
   Jej ręka dopadła guzika moich dżinsów, rozpięła je i osunęła je w dół. Podwinąłem jej koszulkę i dotknąłem jej nagiej skóry. W porównaniu z lodowatą wodą jej dotyk parzył.
   Wędrowałem ustami po lini jej szczęki, drażniąc się z nią za pomocą mojego języka, a ona rysowała na moich plechach fantazyjne wzory, które przyprawiały mnie o cudownie przyjemne dreszcze. Zostawiłem po sobie ślad na jej szyi. Chciałem zejść niżej, ale uniemożliwiła mi to jej koszulka. Pufnąłem niezadowolony.
   - Rozerwij. - szepnęła mi do ucha, ochrypłym z przyjemności głosem, tak niesamowicie seksownym, że byłem już w stu procentach gotowy. Nie musiała mi dwa razy powtarzać.
   Ocieraliśmy się o siebie, pobudzając wzajemnie i szukając wrażliwych miejsc. Poznawaliśmy siebie w zupełnie inny sposób, niż miałem na myśli wcześniej.
   Naderwałem jej koszulkę od góry, w momencie w którym Presley polizała mnie po szczęce i cmoknęła w zagłębieniu zaraz przy żychwie. Od tej pieszczoty przeszedł mnie dreszcz, dziewczyna sapnęła zadowolona. Zaczęła mnie całować po szyi, zostawiając za sobą różowe ślady. Stęknąłem i powiedziałem do niej, równie ochryłym szeptem co ona, z tym, że jeszcze niższym.
   - Chryste, przestań. - nie usłuchała mnie. Wciąż przeczesywała palcami moje włosy i gładziła moją skórę pod koszulką dając mi uczucie rozkosznego mrowienia, wszędzie tam, gdzie mnie dotknęła. - Obiecałaś mi, że będziesz grzeczną dziewczynką. -  oderwała się ode mnie i spojrzała mi w oczy.
  Wiedziałem, że nie możemy tego kontynuować, ale jej widok był tak pociągający, że pocałowałem ją w usta po raz kolejny. Moja dłoń odnalazła gumkę jej szortów. Poczułem jak bardzo mnie pragnie i zdałem sobie sprawę jak bardzo ja pragnę jej. To był ostatni moment, by się powstrzymać.
  Opadłem bezsilnie kładąc głowę w zagłębieniu jej szyi i wyciągając rękę z jej majtek.
   - Nie możemy, ślicznotko. - szepnąłem w jej skórę. Czułem jak ciężko oddycha, jak szybko bije jej serce.
   - Nie masz gumki. - zrozumiała, dlaczego tak bardzo chciałem się powstrzymać. Odsunąłem się na kilka centymetrów i spojrzałem na nią.
   Jej policzki płonęły, moje przypuszczalnie też, usta była czerwone i lekko spuchnięte od intensywności naszych pocałunków. Wyglądała anielsko, ale w tym co przed chwilą robiliśmy nie było nic anielskiego.
   Obejmowała mnie przez cały czas, gdy tak leżeliśmy w ciszy, w wannie, pozwalając by napięcie opadało. Kiedy oddachaliśmy już normalnie, nasze serca biły w prawidłowym rytmie i byłem w stanie znów się kontrolować, odezwała się.
   - Mówiłeś coś o tym, że nie jesteś grzecznym chłopcem. - zażartowała.
   - Nie sądziłem, że mówiąc, iż też nie jesteś taka święta miałaś na myśli coś takiego. - odpowiedziałem.
   Roześmiała się na te słowa.
   - Miałam na myśli o wiele więcej, Bieber. - dałem jej jeszcze jednego, niewinnego całusa w policzek i podniosłem się.
   Dopiero wtedy mogłem zobaczyć co stało się z jej łazienką. Była zalana, a wychodząc z wanny dopomogłem temu, pozwalając, by woda ściekała ze mnie w małych strumyczkach. Presley wygramoliła się tuż za mną.
   Rozerwałem jej koszulkę aż do pępka, ale nie musiała jej przytrzymywać, gdyż lepiła się do jej ciała. Zauważyłem coś kolorowego na jej brzuchu, tuż pod splotem słonecznym, ale nie mogłem dowiedzieć się co, bo akurat odwróciła się do mnie tyłem i rozerwała bluzkę do końca.
  Zrzuciła ją z siebie i owinęła się ręcznikiem. Najwyraźniej nie miałem się dowiedzieć, co to było.
  Zmierzyła mnie wzrokiem, potem oceniła stan łazienki i roześmiała się. Spojrzałem w lustro, na nią i podążyłem w jej ślady, śmiejąc się.
   Zdjąłem koszulkę i ciężkie od wody spodnie z niskim kroczem. Wyglądałem tylko odrobinę lepiej. Podała mi ręcznik, bym mógł się osuszyć, a sama w tym czasie zaczęła ściągać spodenki.
  Przez myśl przeszło mi pytanie, czy ma na sobie majtki, ale szybko odegnałem tę myśl. Miałem dość wrażeń jak na jeden dzień. W dodatku dowiedziałem się, że nie jest dziewicą.
   Kiedy byłem już względnie suchy odwiesiłem ręcznik i chrząknąłem.
   - Powinienem już chyba pójść. - powiedziałem.
   - Nie musisz jeśli nie chcesz. - wzruszyła ramionami. Niezręczność w ogóle się jej nie imała.
   - Ah, okej. - odparłem nieco zmieszany jej otwartością. Sam byłem dość skrępowany tą sytuacją.
   Spojrzała na mnie i westchnęła.
   - Czujesz się niezręcznie? - spytała.
   - A kto normalny by się nie czuł? - odparłem pytaniem, choć już znałem na nie odpowiedź.
   - Ja. Słuchaj, jeśli chcesz coś powiedzieć, to mi to po prostu powiedz, okej? Nie gryzę i się nie obrażam. To taka ułomność - nie umiem się obrażać. - zażartowała. Posłuchałem jej rady, pozbierałem myśli i powiedziałem to co mnie dręczyło.
   - To chyba wyszło trochę za szybko, nie sądzisz? - zacząłem.
   - To ty wymyśliłeś, żeby wsadzić mnie do wanny i zlać zimną wodą.
   - Racja, moja wina, ale mimo wszystko... Było bosko, pomimo, że do niczego nie doszło. - tu posłała mi znaczące spojrzenie - Ale może po prostu powinniśmy zwolnić. - zaproponowałem.
   - Co masz na myśli mówiąc zwolnić? - spytała mrużąc oczy. - Wyjdziesz stąd i wyprowadzisz się? Czy może zaczniesz mnie unikać, udając, że chcesz się tylko przyjaźnić? A może rzeczywiście zależy ci tylko na tym? Może nie chcesz żadnych zobowiązań, sam seks?
   - Co? Nie, mówiąc zwolnić mam namyśli tylko i wyłącznie zwolnić. Poznać siebie nazwajem zanim skoczymy sobie do łóżek. Oczywiście, to nie wyklucza przyjaźni. - oblizałem nerwowo wargi w oczekiwaniu na jej odpowiedź. Przygryzła wargi i zmarszczyła czoło, tak, jak to miała w zwyczaju, gdy nad czymś myślała.
   - Okej. - odpowiedziała cicho. Uśmiechnąłem się słysząc to i cmoknąłem ją w policzek. Ten incydent przełamał między nami lody. - Ale jeśli liczysz, że dowiesz sie czegoś o mojej przeszłości, to się przeliczysz.
  - Nie mam zamiaru do czegokolwiek cię zmuszać. Zwyczajnie cię lubię i chcę polubić bardziej. - wzruszyłem ramionami.
   Mam w dupie, jeśli rzeczywiście chce mnie tylko wykorzystać. Kto nie gra, ten nie wygrywa - będzie co ma być. 
____________________________________
Ogromnie smuci mnie brak komentarzy. Mam wrażenie, że nikt tego nie czyta, że wszyscy trafiają tu przypadkiem i nawet nie zerkają na treść. Jeśli tak dalej będzie, to nie wiem, czy będę kontynouwać pisanie.
   Jeszcze raz serdecznie zapraszam na naszego twittera   @mylove_blogger
 
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz