Kiedy wyszedłem rano z mojego apartamentu na ostatnim piętrze, zaskoczył mnie widok nietypowo, jak na Manhattan, ubranej dziewczyny, która ssąc kciuk zastanawiała się nad czymś intensywnie, jednocześnie gapiąc się na windę. Wyglądała, jakby zastanawiała się "jak to się włącza?!". To było nawet zabawne.
Kiedy byliśmy już w windzie mogłem się jej lepiej przyjrzeć.
Krótko obcięte, bardzo ciemne włosy; migdałowe oczy, które miały kolor gorzkiej czekolady - były prawie czarne. Po takich kolorach można by się spodziewać równie ciemnej karnacji, ale dziewczyna była biała. O dziwo, miała mleczną cerę, choć na jej idealnie prostym, wąskim nosku gościło kilka jasnobrązowych piegów. Perfekcyjnie wyregulowane brwi, wysokie czoło, pełne usta. Kojarzyła mi się z jedną z tych modelek z okładek magazynów.
Nawet była idealnie szczupła. Legginsy pokazywały jej długie, atletycznie zbudowane nogi. Pomyślałem, że oszołamiająco wyglądałaby w sukience i wysokich szpilkach. W sumie nie potrzebowała makijażu, taka była piękna w dresie i z naturalnym wyglądem, ale jej usta cholernie seksownie wyglądałyby podkreślone czerwoną szminką.
Cholera, o czym ja myśle? Obczajam nową sąsiadkę. Justin, to jest złe!
Ale i tak nie mogłem się powstrzymać, przed przyglądaniem się jej. W tych za dużych męskich ubraniach wyglądała... po prostu uroczo.
Presley, ile możesz mieć lat? - zadałem pytanie samemu sobie, gdy po raz kolejny powracałem do porannych wydarzeń z windy, siedząc na tylnym siedzeniu mercedesa. Wyglądała dość dojrzale. Może była w moim wieku?
Kurde, to tylko zwykła laska! Musze przestać o niej rozmyślać. To tylko człowiek.
Chłopcy musieli mnie dziś ściągać na ziemię podczas prób, niezliczoną ilość razy. A ja mimo to, cały czas analizowałem wszystko, czego się o niej dowiedziałem.
Co w niej takiego niezwykłego, co przyciągnęło moją uwagę? Jej strach przed windami? A może to, że postanowiła się ubrać w ciuchy z lumpeksu na środku Manhattanu? Odwaga czy szaleństwo? - automatycznie zadałem sobie pytanie.
Westchnąłem zrezygnowany - ta dziewczyna utkwiła mi w głowie na dobre!
Chciałem skupić się na czymś innym, więc wyjrzałem przez okno. Dość sprawnie pokonywaliśmy kolejne przecznice i już zbliżaliśmy się do mojego mieszkania. Nie mogłem narzekać na mojego szofera. Ciekawe czy ona ma już prawko? Justin, przestań! - syknąłem na siebie z roztargnieniem.
Przerzuciłem swoją uwagę na dzisiejszą małą imprezę, która szykowała się u mnie w domu.
Miało przyjechać kilku moich najbliższych przyjaciół z Atlanty i ze Stratford w Kanadzie. Już nie mogłem się doczekać. Strasznie brakowało mi chłopaków, przez cały ten czas, który spędzałem z dala od nich.
Od razu się podekscytowałem na myśl, że spędzimy cały wieczór na graniu w karty, gry wideo oraz jedzeniu chipsów i popijaniu ich zimnym piwem. Niby w naszym wieku jesteśmy dorośli, ale w głębi wciąż pozostawaliśmy dziećmi, pomimo dwudziestki na karku. Ktoś kiedyś powiedział, że faceci nigdy nie dorastają, z wiekiem rosną tylko ich zabawki, i mogę się założyć, że powiedziała to matka kilkorga synów.
A może Presley też by przyszła?- nie mam pojęcia skąd, ale ta myśl tak nagle pojawiła się w mojej głowie, że uznałem to za świetny pomysł.
Byłaby nas piątka, a jak dojdzie Ellie to wtedy byłoby nas parzyście. O wiele łatwiej grało się w gry, gdy można się było dzielić na równe zespoły.
Uśmiechnąłem się sam do siebie, jako pochwałę za tak genialny plan.
Jadąc windą na ostatnie piętro, mimowolnie przypomniałem sobie, co działo się tu rano. Ta dziewczyna była taka naturalna. Rozmawiała ze mną z pewną lekkością, ale też była spięta, przypuszczam, że to przez to, że winda zatrzymała się między piętrami, choć na początku była bardzo chłodna w stosunku do mnie i unikała rozmowy. Na pewno pomyślała, że jestem żałosnym tchórzem, gdy dostałem ataku paniki w czasie awarii i dlatego z początku była taka wymijająca.
Coś w niej jest. - stwierdziłem w myślach.
Wychodząc z windy przelotnie zerknąłem na drzwi po prawej, jej drzwi. Zatrzymałem się w pół kroku i odwróciłem w stronę jej mieszkania. Zastanawiałem się tylko chwilę i podszedłem do drzwi. Chciałem zadzwonić, ale nie było dzwonka. W takich apartamentach, wszystkich gości zapowiada portier z dołu.
I tak pewnie jeszcze jej nie ma. - zaczynałem się rozmyślać. A może zwyczajnie traciłem pewność siebie? Oblizałem usta w zdenerwowaniu i przestąpiłem z nogi na nogę, po chwili wahania zdecydowałem się cicho zapukać. Odpowiedziała mi cisza.
Miałem przeczucie, że po prostu zrobiłem to zbyt cicho, ale, kurde, po prostu trochę denerwowałem się na myśl o tym, że ta dziewczyna otworzyłaby mi drzwi. Co miałbym jej powiedzieć? "Hej, właśnie wracałem i chciałem sprawdzić co u ciebie?" - ledwo ją znam. Pomyślałaby, że jestem nachalny.
Nie pukałem ponownie, zamiast tego wyjąłem z kieszeni klucz, otworzyłem drzwi do mojego domu i od razu po wejściu do mieszkania skierowałem się do kuchni.
Mieszkanie było bardzo przejrzyste - nie było tu wielu ścian, a centrum stanowił ogromny salon. Jedyne meble jakie miałem, to te najpotrzebniejsze. Ściany były białe, jedynie moją sypialnię zdecydowałem się pomalować na ciemno-szaro.
Będąc już w kuchni, zajrzałem do lodówki - piwo jest, i do szafek ze słodyczami - przekąski są. Uśmiechnąłem się na myśl o dzisiejszym wieczorze. Naprawdę nie mogłem się już doczekać. Zerknąłem na zegarek i przekonałem się, że chłopcy powinni już to być. Ledwo to pomyślałem, a drzwi otworzyły się i przywitały mnie ich radosne okrzyki.
Poszedłem się przywitać.
Najpierw wymieniłem męski uścisk z Brucem ze Stratford, potem z Jackiem i Billym. Na koniec zostałem zmiażdżony w niedźwiedzim uścisku przez Seana, który jako jedyny był czarnoskóry. Był też moim najlepszym przyjacielem.
Gdy już skończyliśmy powitanie i chłopcy zaczęli sie rozglądać po moim domu w poszukiwaniu xboxa i chipsów, ja wciąż miałem na twarzy ogromnego "banana". Nie mogłem przestać się uśmiechać, ale zauważyłem, że Sean ma ten sam problem.
- Gdzie masz jedzenie? - spytał Billy, w tym czasie z kuchni wyszedł Bruce niosąc miski z przekąskami i schłodzone piwo.
- A jak myślisz, matole? - odparł żartobliwie Billy'iemu.
Podszedłem do czterdziesto-sześcio calowego telewizora i zacząłem przygotowywać wszystko do rozpoczęcia maratonu gier. Kiedy wszystko było już gotowe, a wszyscy znaleźli sobie wygodne miejsca na najbliższe pare godzin, uniosłem moją butelkę i wzniosłem skromny toast:
- Za spotkanie!
- Za spotkanie! - przyjaciele zgodzili się ze mną, unieśliśmy w geście pozdrowienia butelki po czym duszkiem wypiliśmy około połowy ich zawartości.
- Grajmy już, noo! - niecierpliwił się Jack. Chciał brzmieć na znudzonego tymi wszystkimi ckliwymi ceregielami, jak przytulanie i toast, ale na jego twarz wkradł się uśmiech i zepsuł cały efekt.
Nie tylko ja to dostrzegłem i zaśmialiśmy się wszyscy. Włączyłem sprzęt i zaczęliśmy grać.
Po upływie jakiś dwóch godzin, postanowiliśmy zmienić grę. Bruce zaczął sprzeczać się z Seanem o to, w co powinniśmy zagrać najpierw. Ja natomiast skorzystałem z okazji i wstałem, by rozprostować kości.
Nagle przypomniało mi się, że chciałem pójść po dziewczynę z naprzeciwka.
Po cichutku wymknąłem się z salonu, a potem równie cicho z mieszkania. W paru większych krokach pokonałem odległość dzielącą moje i jej drzwi. Zapukałem.
Znów odpowiedziała mi cisza. Spojrzałem na zegarek.
Nie ma jeszcze dziewiątej. Kto śpi o tej porze?!
Sam nie wiem czemu, ale nacisnąłem klamkę. O dziwo, drzwi ustąpiły. Uchyliłem je lekko i wsunąłem głowę do środka.
-Halo? - zapytałem w pustą przestrzeń i rozejrzałem się. Na podłodze tuż przy drzwiach leżała dziewczyna zawinięta w dziecięcy kocyk. Dookoła niej walały się zdjęcia, medale, fragmenty gazet i dziwne małe zabaweczki i figurki. Wyglądały jak pamiątki.
Podszedłem do niej najciszej jak mogłem i przyjrzałem się jej. Z początku myślałem, że ma zły humor i mnie olewa, ale ona spała! Kto śpi przed drzwiami!?
Dobrze, że mnie wtedy nikt nie widział, przypuszczam, że oczy wyszły mi z orbit, gdy zdałem sobie z tego sprawę.
- Presley? -szepnąłem. Nie zareagowała. Pomyślałem, że mogła się wyziębić śpiąc na podłodze, więc przyłożyłem wierzch dłoni do jej policzka. Rzeczywiście był cieplejszy niż powinien.
Usiadłem koło niej i zacząłem przesuwać dłoń po jej ramieniu w górę i w dół. Liczyłem, że to ją obudzi bez zbędnego szoku, ale ona nadal spała. Potrząsnąłem lekko jej ramieniem. Jedynie lekko rozchyliły jej się usta, ale się nie obudziła.
Zauważyłem, że na jej policzkach są srebrne ślady po łzach. Popatrzyłem po wszystkim co było dookoła. Zdjęcia ludzi, których nie znałem, wycinki z polskich gazet ze zdjeciami nastolatki w kucyku skaczącej przez płotki, i medale. Mnóstwo brązowych i srebrnych, ale tylko jeden złoty. Nie mogłem rozszyfrować znaczeń słów wypisanych na odznaczeniach, ale gdybym mógł to pewnie zrozumiałbym czemu jest tu tylko jeden złoty.
Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu nie byłem w stanie uwierzyć, że ona mogłaby nie wygrywać. Przeczuwałem, że prawie zawsze wygrywała.
Ponownie skupiłem na niej uwagę.
Nie miała na sobie makijażu i wciąż była ubrana w to samo, co rano w windzie. Jej czarna bluza wciąż była wilgotna od deszczu. Otuliłem ją szczelniej kocykiem, żeby się jeszcze bardziej nie wychłodziła. Dbałem o nią jakoś tak... instynktownie.
Patrząc na nią w ciszy i kontemplując jej urodę zdałem sobie sprawę, że się uśmiecham. Zaskoczyłem tym samego siebie.
Zazwyczaj przecież jestem nieufny wobec ludzi. Mam wrażenie, że wszyscy chcą poznać chłopaka wykreowanego przez wytwórnie, a nie prawdziwego mnie. Bałem się, że zależy im na mojej sławie, pieniądzach i moim wpływie na show-biznes, ale gdy zobaczyłem ją w dresie, nie ukrywającą swoich emocji, nie piszczącej na mój widok, traktującej mnie tak samo, jak każdego innego człowieka - podświadomie ją polubiłem i myślę, że odrobinę zaufałem.
To brzmi głupio i ckliwie, ale cóż poradzę na to, że jestem romantyczny?
Wiedziałem, że muszę ją przenieść z tej podłogi najlepiej do jej pokoju. Tu napotykałem pierwszy problem - gdzie jest jej pokój? Moje mieszkanie miało mniej ścian i mniej pokoi. Jej było... zabudowane.
Rozejrzałem się po korytarzu - wszystkie drzwi były zamknięte oprócz jednych. Domyśliłem się, że to właśnie drzwi do jej pokoju. Powinni mówić na mnie Sherlock.
Drugim problem było to, że zwyczajnie nie chciałem jej stąd ruszać. Nie zrozumcie mnie źle. Nie zależało mi na je chorobie i bólu pleców, gdy wstanie. Miałem raczej na myśli to, że wyglądała tak niewinnie i bezbronnie gdy tak spała. Zawinięta w błękitno - różowy kocyk była niesamowicie urocza, a przez lekko rozchylone wargi i zmierzwione krótkie włosy była seksowna.
Patrząc się na nią oblizałem usta czując powoli rosnące napiecie. Odegnałem dziwne myśli, które zaczynały formować się w mojej głowie i delikatnie wsunąłem rękę pod jej kolana. Drugą zaś chwyciłem za jej obręcz barkową i tak delikatnie jak tylko potrafiłem uniosłem ją i skierowałem się z nią do jej sypialni.
Była niesamowicie lekka i krucha - tak sobie pomyślałem, pomimo tego, że czułem rozbudowane mięśnie jej nóg. To pewnie od biegania przez płotki. - skomentowałem jej umięśnienie. Podświadomie zacząłem wyobrażać sobie jej wyrzeźbione nogi w szpilkach i krótkiej spódniczce. Znowu poczułem dziwne napięcie gdzieś w moim ciele, ale szybko się tego pozbyłem, kręcąc głową i skupiając się na tym, aby nie uderzyć nią o framugę drzwi.
Przekroczyłem próg i wszedłem w szare królestwo. Dokładniej to szaro - kremowe. Było tu ładnie, schludnie i spokojnie. Myślę, że można by to nazwać kobiecym odpowiednikiem mojego pokoju.
Podszedłem do podwójnego łóżka z satynową narzutą i ostrożnie ją na nim położyłem. Niosąc ją czułem ciepło jej ciała, a gdy schyliłem się, by ją położyć nasze twarze dzieliły centymetry. Zauważyłem równe brwi, nieskazitelną cerę, moje oczy skakały po jej twarzy, pragnąc zapamiętać jak najwięcej. Potem zobaczyłem, że miała gęste, długie i naturalnie podwinięte rzęsy, ładny nos. Jej usta były wyraźnie zarysowane i miały głęboki łuk kupidyna, ale mimo wszystko były duże i pełne. Dzięki swoim ostrym rysom nie wyglądały wulgarnie, kojarzyły mi się raczej z klasycznym pięknem. Pojęcie ostrych rysów pasowało też do jej mocno zaznaczonych kości policzkowych. Była cudowna.
Odłożyłem ją i wyszedłem z sypialni, by zebrać rzeczy pozostawione w hallu, ale też dlatego, żeby trochę ochłonąć. Chyba jeszcze nigdy nie widziałem piękniejszej dziewczyny, albo może tak reagowałem dlatego, że Ellie była na swój sposób wyjątkowa?
Nie łudź się, Justin, nie przywiązuj się, nie zakochuj ponownie. One wszystkie chcą tylko "ciebie", a nie Ciebie. Po prostu jest gorąca.
Woah, mój wewnętrzny głos przyznał, że ta laska jest gorąca.
Schyliłem się, by pozbierać jej wspomnienia. Starałem się nie patrzeć na to, co wkładam do sponiewieranego pudełka po butach, wiedząc, że naruszyłbym jej prywatność. A czy nie to właśnie robisz? - zignorowałem tą myśl. Rozglądałem się po jej mieszkaniu i nagle zrozumiałem czemu leżała akurat w tym miejscu. Mogła stąd patrzeć na olbrzymie zdjęcie rodzinne. Jej zdjęcie rodzinne.
Domyśliłem się, że blondynka z dzieckiem to pewnie jej starsza siostra, bo widziałem je razem na wielu zdjęciach, które włożyłem do pudełka (nie mogłem się powstrzymać przed spoglądaniem na nie). Zdzwiła mnie jedna rzecz, którą włożyłem do pudełka jako ostatnią. Była zapakowana w foliowy woreczek. Od środka brudna od czegoś brązowego, a może brunatnego? Nieważne jaki to kolor. Wiedziałem, co to jest i lekko się przestraszyłem, że to u niej znalazłem.
Po co ona trzyma zużytą strzykawkę? Chyba wiedziałem, ale bardzo nie chciałem dopuścić do siebie tej myśli. Chociaż, to by wyjaśniło, czemu jest taka szczuplutka, czemu nie chce chodzić po schodach, czemu ubiera się jak bezdomny i czemu nie używa makijażu, ah i to, czemu była taka zdenerwowana rano.
Justin, przestań! Zobaczyłeś strzykawkę i już ją osądzasz! Moje alter ego miało rację. Podpasowałem wszystko pod tą strzykawkę. Nie chodzi po schodach pewnie przez kontuzję związaną ze sportem. Albo może nie uprawia sportu przez heroinę? -drugi głos się odezwał. Jeden mówił mi, by dać jej szansę, drugi, że to kolejna oszustka. W dodatku narkomanka.
Muszę przestać! To tylko sąsiadka, nikt ponad to. Przynajmniej na razie. Kiedy sytuacja się rozwinie, powie mi jeśli zechce, jeśli nie to sam się jej spytam. Tak czy siak, narazie dam jej szansę.
Wróciłem do jej sypialni przygryzając wargę i marszcząc brwi w zamyśleniu.
- Co ty tu robisz? - usłyszałem jej głos. Spojrzałem w stronę łóżka. Ellie się obudziła i przecierała sennie oczy.
- Emm... - zawachałem się trochę nie wiedząc, od czego zacząć. - Przyjechało do mnie kilku kumpli i chciałem cię do nas zaprosić, ale nieodpowiadałaś, i tak jakoś... wszedłem do środka. - chciałem kontynuować ale przerwała mi westchnieniem.
- No tak, nie zamknęłam drzwi. - chwilkę milczała po czym odezwała się ponownie. - Przyniosłeś mnie tu?
- Tak. - potwierdziłem. - Gdzie to...? - zapytałem, nie kończąc zdania. Zauważyła, co trzymam w ręku i momentalnie spochmurniała. Widziałem, że bije się z myślami, bo przygryzała wargę i ściągała brwi.
- Cokolwiek widziałeś, to nie tak jak myślisz. Nie waż się mnie oceniać, po mojej przeszłości, której możesz się jedynie domyślać. - powiedziała łagodnie, ale stanowczo patrząc mi w oczy. Nie szukała w moim spojrzeniu potwierdzenia, że zrozumiałem ani ulgi. Wzrokiem wymuszała na mnie przyjęcie tych słów. I tak bym je zaakceptowa,ł bo dawały mi nadzieję.
- Okej. Nic nie wiem. - odparłem nawiązując do słów "Nie waż się mnie oceniać, po mojej przeszłości, której możesz się jedynie domyślać.". Moim zdaniem powinna jeszcze dobitnie na końcu dodać "nic nie wiesz", dlatego zrobiłem to za nią.
Uśmiechnęła się.
- Dziękuję.
- No ja myślę, że mi dziękujesz. - pufnąłem żartobliwie z chytrym uśmieszkiem na twarzy. Podszedłem do niej i usiadłem na łóżku obok niej. Nasze uda się zetknęły, ale się nie odsunęła. Nawiązaliśmy kontakt wzrokowy i ponownie dotknąłem jej policzka. Pewnie pomyślała, że chcę ją pocałować. I nie wiele się pomyliła, bo będąc tak blisko niej, naprawdę miałem na to ochotę.
Ona się jednak nie odsunęła, tylko wciąż patrzyła mi w oczy. Najpierw pomyślałem, że jest pewna siebie, ale potem zauważyłem, że jej oczy są ciemne i trochę jakby puste. Nie takie żywe i błyszczące jak wtedy, gdy żegnaliśmy się rano w lobby jednocześnie żartując i dogryzając sobie. Zdałem sobie sprawę, że jej jest to obojętne.
- Masz gorączkę. - szepnąłem. Byliśmy na tyle blisko, że nie było sensu mówić głośniej.
- Dzięki za troskę, ale przejdzie mi do rana.
- Chcesz ciepłej herbaty, kakao? - spytałem z troską w głosie. Zdecydowanie nie tak miało to zabrzmieć.
Kiwnęła przecząco głową, ale zdradził ją jej brzuch, który zaburczał.
- Kakao? - uśmiechnąłem się wstając. Ona tylko westchnęła i skinęła głową dając za wygraną.
- Zaraz wracam, Presley. Czekaj tu na mnie. Zaraz dostaniesz najlepsze kakao w życiu. - posłałem jej łobuzerski uśmieszek. W moich oczach tańczyły iskierki i jedna z nich przeskoczyła na nią, bo ujrzałem błysk w jej oczach gdy powiedziała:
- A ty co? Mój książe z bajki?
super czekam na next
OdpowiedzUsuńŚwietny tak jak poprzednie rozdziały. ;> Czekam na kolejny. / @h3mmings96
OdpowiedzUsuńWstyd mi się przyznać, że dopiero teraz, ale ważne, że w końcu przeczytałam. Justin jest tutaj taki uroczy i czarujący aww *.* Już się nie mogę doczekać kolejnego, bo wiem, że z każdym następnym ta historia będzie coraz lepsza! :) Koneko
OdpowiedzUsuńAhh, ciekawe co się bedzie między nimi diząło :)
OdpowiedzUsuńCzekam, na kolejny !!!